INSPIRACJA

„Chcę dokładnie takie zdjęcie”. Dlaczego inspiracja to nie to samo co kopia?

Pinterest jest właściwie stałym elementem moich konsultacji przed sesją zdjęciową. Czasami klientka pokazuje mi kilka zapisanych fotografii, czasami przychodzi z całą tablicą przygotowaną specjalnie na nasze spotkanie, a czasami korzystamy z inspiracji, które sama wcześniej zebrałam. I bardzo lubię ten etap przygotowań, bo zdjęcie potrafi powiedzieć mi znacznie więcej niż zdanie: „Chciałabym kobiecą, ale naturalną sesję”.

Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy traktować inspirację jak instrukcję.

„Chcę dokładnie takie zdjęcie” – słyszę od czasu do czasu, kiedy klientka pokazuje mi konkretny kadr. Czasami chodzi o światło, innym razem o klimat, ale zdecydowanie najczęściej uwagę przyciąga to, co jest poza. Patrzymy na fotografię i wydaje nam się, że skoro ustawimy ciało w podobny sposób, efekt również będzie podobny. Tyle że na zdjęcie, które właśnie oglądamy, składa się znacznie więcej niż samo ułożenie ręki, nogi czy przechylenie głowy.

Na inspiracjach z pinteresta bardzo często widzimy zawodowe modelki albo po prostu kobiety o określonym typie sylwetki: wysokie, bardzo szczupłe, z długimi nogami i proporcjami, które dodatkowo podkreśla odpowiednio dobrana poza. Tymczasem kobieta, która przychodzi do mnie na sesję, może mieć 160 centymetrów wzrostu, krótsze nogi, pełniejsze biodra albo zupełnie inne proporcje. Nie oznacza to, że jedna sylwetka jest lepsza od drugiej. Po prostu to samo ustawienie ciała będzie na nich wyglądać inaczej.

Do tego dochodzi jeszcze mobilność, o której przy oglądaniu inspiracji właściwie się nie myśli. Niektóre pozy wyglądają na zdjęciu bardzo swobodnie, choć w rzeczywistości wymagają sporej elastyczności, zakresu ruchu w biodrach, mocnego wygięcia pleców albo utrzymania ciała w dość wymagającej pozycji. Modelka na fotografii może zrobić to bez najmniejszego problemu, podczas gdy dla innej kobiety takie ustawienie będzie niewygodne albo wręcz niemożliwe do wykonania.

W takich sytuacjach nie mówię klientce: „Ta poza nie jest dla Ciebie”. Zastanawiam się raczej, co właściwie sprawiło, że wybrała właśnie to zdjęcie. Być może chodzi o sposób ułożenia nóg, linię ciała, światło, sensualność albo pewność siebie kobiety znajdującej się w kadrze. Kiedy wiem, czego tak naprawdę szukamy, mogę potraktować tę fotografię jako punkt wyjścia i znaleźć ustawienie, które da podobne wrażenie, ale będzie dopasowane do osoby stojącej przed moim obiektywem.

Są oczywiście pozy bardziej uniwersalne, które można wykorzystać przy bardzo różnych sylwetkach. Sama regularnie do nich wracam. Nie oznacza to jednak, że każda kobieta będzie wyglądała w nich tak samo. Mogę ustawić dwie osoby niemal identycznie, użyć tego samego światła i zrobić zdjęcie z tego samego miejsca, a mimo to otrzymam dwa zupełnie różne kadry. W fotografii jest bowiem coś, czego nie da się sprowadzić do schematu pozowania.

Człowieka nie da się skopiować.

Na efekt fotografii wpływa przecież nie tylko wygląd. Znaczenie mają mimika, sposób patrzenia, napięcie ciała, gesty, charyzma, temperament, a nawet to, z jaką energią przyszłyśmy danego dnia na sesję. Jedna kobieta od pierwszych minut będzie czuła się przed aparatem bardzo swobodnie, druga będzie potrzebowała czasu, żeby przestać kontrolować każdy ruch. Jedna naturalnie patrzy w obiektyw bardzo intensywnie, a druga ma w sobie więcej delikatności. Możemy technicznie wykonać tę samą pozę, ale emocja zapisana na obu zdjęciach nigdy nie będzie taka sama.

I chyba tutaj kryje się największa pułapka związana z inspiracjami.

Patrzymy na fotografię i wydaje nam się, że podoba nam się ta poza. Tymczasem być może wcale nie chodzi tylko o nią. Może przyciąga nas sposób, w jaki kobieta patrzy w obiektyw. Jej swoboda, sposób, w jaki zajmuje przestrzeń, układa ciało i zachowuje się przed aparatem. Widzimy efekt końcowy, ale nie wiemy, kim jest osoba na zdjęciu, jak czuje się ze swoim ciałem, ile ma doświadczenia przed obiektywem ani jak wyglądała cała droga do powstania tego jednego kadru.

Czasami podczas konsultacji mam wręcz wrażenie, że klientka nie tyle chce mieć takie samo zdjęcie, ile chciałaby poczuć się na swoim zdjęciu tak jak kobieta z inspiracji. To subtelna różnica, ale dla mnie, jako fotografa, niezwykle ważna. Zwłaszcza że kobieta z Pinteresta może czuć się ze swoim ciałem całkowicie swobodnie, podczas gdy osoba siedząca naprzeciwko mnie mówi chwilę wcześniej, że nie lubi swoich nóg, brzucha albo profilu i od lat unika aparatu.

Nie wystarczy wtedy powiedzieć: „Stań dokładnie tak jak ona”.

Pewności siebie, swobody czy charyzmy nie da się odtworzyć poprzez ustawienie ciała. Można natomiast stworzyć warunki, w których konkretna kobieta zacznie pokazywać przed aparatem swoją wersję tych emocji. Dlatego prowadzenie podczas sesji jest dla mnie znacznie ważniejsze niż kolekcjonowanie setek gotowych póz do odwzorowania.

Kiedy klientka pokazuje mi inspiracje, patrzę na nie trochę inaczej. Analizuję światło, kadr, stylizację i sposób pracy z ciałem, ale nie próbuję później odtworzyć całej fotografii element po elemencie. Interesuje mnie raczej to, dlaczego dane zdjęcie znalazło się na jej tablicy. Jeżeli na kolejnych fotografiach pojawia się miękkie światło, wiem, że prawdopodobnie właśnie ono buduje klimat, którego szukamy. Jeśli powtarzają się mocne, pewne siebie pozy, to też jest dla mnie informacja. Jeśli wszystkie kadry są bardzo bliskie i intymne, a modelki niemal nie patrzą w obiektyw, zaczynam rozumieć, w którą stronę możemy pójść.

Inspiracje pomagają mi przede wszystkim zrozumieć klientkę. Nie każda potrafi dokładnie nazwać to, czego chce, i trudno oczekiwać od osoby, która nie zajmuje się fotografią, żeby podczas konsultacji mówiła o rodzaju światła, kompozycji czy sposobie kadrowania. Znacznie łatwiej pokazać pięć zdjęć i powiedzieć: „Podoba mi się coś takiego”. Ja mogę wtedy zobaczyć, co je łączy, i zastanowić się, jak przełożyć to na konkretną sesję.

Nie oznacza to oczywiście, że nigdy nie wykorzystuję pozy znalezionej na Pintereście czy Instagramie. Korzystam z inspiracji tak samo jak chyba każdy twórca. Obserwuję trendy, zapisuję pomysły i wybieram te, które pasują do mojego stylu fotografowania. Sama poza również nie jest dla mnie czymś, czego za wszelką cenę trzeba unikać tylko dlatego, że ktoś zrobił podobne zdjęcie wcześniej. Możliwości ustawienia ludzkiego ciała są przecież ograniczone i trudno oczekiwać, że każdy fotograf nagle wymyśli zupełnie nowy sposób siedzenia na krześle.

Granica pojawia się gdzie indziej.

Jeżeli próbujemy odwzorować nie tylko pozę, ale również stylizację, makijaż, fryzurę, światło, kadr i kolejne detale tworzące charakter fotografii, inspiracja zaczyna zamieniać się w kopiowanie cudzej koncepcji. Tego staram się unikać. Nawet kiedy punktem wyjścia jest konkretne zdjęcie, zawsze chcę coś zmienić, przepuścić pomysł przez własną estetykę i przede wszystkim dopasować go do osoby, którą fotografuję.

Klientka nie przychodzi do mnie po to, żeby przez 2 godziny stać się kobietą ze zdjęcia znalezionego w internecie. Przychodzi ze swoim ciałem, twarzą, temperamentem, sposobem poruszania się oraz własną historią. Zdarza się, że inspiracja, którą przyniosła, świetnie sprawdzi się niemal bez zmian. Innym razem wystarczy zachować światło albo charakter kadru, ale całkowicie zmienić ustawienie ciała. Bywa też, że podczas sesji odchodzimy od pierwotnego pomysłu, bo pojawia się coś, co znacznie lepiej pasuje do kobiety stojącej przede mną. Na tym polega dla mnie różnica między odtwarzaniem a fotografowaniem.

Dlatego bardzo lubię, kiedy klientki przychodzą na konsultację z Pinterestem pełnym zapisanych zdjęć. Nie traktuję jednak tych fotografii jak listy kadrów, które musimy kolejno odhaczyć podczas sesji. Pokazują mi kierunek, pomagają zrozumieć gust klientki i często pozwalają nazwać coś, czego ona sama jeszcze nie potrafi ubrać w słowa.

Inspiracja mówi mi, dokąd klientka chciałaby dojść. Nie jest to instrukcja, jak mam ją tam zaprowadzić.

Najbardziej lubię, kiedy na końcu powstaje fotografia mająca w sobie coś z początkowej inspiracji – podobną energię, światło, klimat albo sposób pokazania kobiety – ale niebędąca jej kopią. Nie próbowałyśmy stworzyć drugiej wersji osoby z Pinteresta. Wykorzystałyśmy inspirację do stworzenia zdjęcia, które jest już jej własnością.

Więcej moich gotowych fotografii znajdziesz na Instagramie, a jeśli chcesz sprawdzić, jak wyglądają sesje i dostępne pakiety, zajrzyj do oferty.

INSPIRACJA | INSPIRACJE Z PINTERESTA

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *